poniedziałek, 16 maja 2016

Daily news- opis dnia 16.05.16r.

Hej ludzie!
Ostatni post napisałam post o tolerancji osób, które mają inne upodobania. Ale zaraz... Czy ta notka będzie o podobnej tematyce? Nie, bo pragnę opisać mój dzień. Niewiem dlaczego, ale coraz bardziej podoba mi się pisanie bloga o tematyce życiowej. Zwykle obracało się u mnie wszystko związane z MSP. Cóż, to moja pierwsza stronka o życiu, więc to moje wrażenie. A... I chciałabym was poinformować o częstotliwości pojawiania się postów. Otóż, będę je robiła codziennie, chyba, że Internet się zepsuje, a to raczej rzadko. Mam go nie limitowanego, więc większych usterek nie będzie. Drugie co może się wydarzyć to brak czasu wywołany np. wycieczkami czy też ważnymi projektami, ale was raczej o tym poinformuję. Co do bloga- nad jego wyglądem pracuję, a szczególnie nagłówkiem, w którym popełniłam błąd, ale go niedługo naprawię. Najpewniej to będzie dzisiaj. Więc, przejdziemy do notki?
----
Wstałam dzisiaj o 7:07 tak jak zwykle. Tak jakoś się budzę. Kiedyś budziłam się o 5:00, ponieważ mój grafik był tak rozbudowany, że musiałam robić zadanie właśnie o tej piątej. O 7:27 zeszłam na śniadanie, którego nie zjadłam, bo od dłuższego czasu moim pierwszym posiłkiem zwykł być obiad podawany w szkole. Włożyłam do plecaka sok i rogalika po czym zaczęłam się czesać. Jak to w poniedziałki byłam bardzo rozbiegana, więc zanim spostrzegłam była już 7:48. Dwie minuty poświęciłam na ubranie butów oraz płaszcza i poszłam do szkoły. Całe szczęście, że do szkoły mam pięć minut marszem. W szatni ubierałam buty i przysłuchiwałam się dyskusji koleżanek o spodniach- dzwonach, w których wczoraj w kościele była moja kolejna koleżanka.
Język polski: Gdy weszliśmy do sali wypakowałam z plecaka moje książki. Do pani podeszła moja koleżanka z torebką papierową, która miała nawet ładny wzór. Miała ona bowiem urodziny i musiała poczęstować panią. Zaczęliśmy śpiewać "Sto Lat" po czym głośno klaskaliśmy. Następnie została sprawdzana obecność. Czytała, czytała aż zapomniała o mnie. Musiałam zwrócić jej na to uwagę, ale zanim coś powiedziałam wyręczyli mnie Piotrek i Dawid. No, wiecie chyba co to było:
- Psze pani, pani zapomniała o Martynie!
Pomijając to sprawdzaliśmy zadanie, które zaczęliśmy pisać na ostatniej lekcji. Ja, jak to ja, oddałam je już dawno temu, więc nie musiałam czytać. Nienawidzę czytać zadań, które napisałam. Wolę raczej, gdy zostanie dokladnie rozpatrzona u pani. Dalsza część lekcji spędziliśmy na notatce o przekazie legendy o śpiących rycerzach w Tatrach. Chciałam coś narysować, ale nie dałam rady, bo ciągle coś mazałam gumką koleżanki z ławki. Thanks, Patrycja. Przepraszam, że cię tak wykorzystuje. Zadzwonił wreszcie dzwonek, a my ucieszeni wyszliśmy z klasy, bo nie dostaliśmy zadania.
Matematyka: Duża część klasy pojechała na zawody, więc zostało nas 12 na lekcji. Tym razem nie musieliśmy śpiewać sto lat, bo pani uważa to za zbędne. Wycałowała Olę i zabraliśmy się za oglądanie sprawdzianów, które pani oceniła. Dostałam 4 (20/25), więc nie jest źle. Szczerze powiedziawszy nie rozumiem siebie. Zadanie z gwiazdką zrobiłam dobrze, a wyłożyłam się na prostych rzeczach. Po chwili pani kazała nam siąść przy komputerach. Zalogowaliśmy się na swoje konta i zaczęliśmy rozwiązywać zadania matematyczne na stronie *klik*. Zresztą wam ją polecam, dzięki niej można dużo powtórzyć. To zawsze robimy, gdy niema większości klasy, a że mamy tylko temat do końca książki nic takiego się nie dzieje. Dawid, jak mówił, "rozwalił system" w taki sposób:
1.
2.
3.
4.

Co mam powiedzieć? Cwaniak. A sposób mojej koleżanki? Włączyła kalkulator i myślała, że jest taka mądra, a nawet nie potrafiła go używać. Zastanawiałam się nad przykładem aż zadzwonił dzwonek, a ja byłam zdziwiona, że tak szybko minęła lekcja.
Technika: *Całowanie, życzenia* Jako iż nie było dużo osób pani stwierdziła, że nie opłaca się zaczynać nowego tematu. Rozwiązywaliśmy karty pracy. Nie, ja rozwiązywałam, a moja koleżanka się odgapiała. Tak to jest, gdy tylko ty wiesz jak się rzutuje. Szybko wszystko zrobiłam i wzięłam się za rozmawianie. Wiem, wiem, nie rozmawia się na lekcjach, ale cóż. Co miałam robić? A... Zapomniałam jeszcze o tym, że pani zdążyła mówić na lekcji, o tym, że mam tyle rodzeństwa itp., ale to tak naprawdę udzielał się mój kolega Dawid. Nie, nie ten, którego znacie z polskiego. To ten drugi typ o gorszym charakterze. On to się lubi wtrącać do wszystkiego. Ech... Tak to już jest.
Przyroda: Zamiast przyrody mieliśmy luźną lekcję. Pani niestety pojechała na zawody razem z panem od wf-u. Za to mieliśmy zastępstwo z nauczycielką, która uczy aktualnie drugą klasę. Weszliśmy do klasy, a pani:
- Możecie robić co chcecie bylebyście byli cicho.
Ja odwróciłam się do dziewczyn z tyłu i zaczęliśmy grać w państwa miasta. Graliśmy, graliśmy aż tu nagle w zawodzie u koleżanki usłyszeliśmy na literę"P"- prostytutka. Zaczęłyśmy się śmiać. Po paru minutach dosiedli się do nas chłopacy. Podpowiadali różne rzeczy. Pomyślcie sobie co powiedzieli w kategorii rzecz na literę"F". Mała podpowiedź... To mają tylko osobnicy płci męskiej. No właśnie. Za to zawód na literę "R". Ruchacz- zawsze i wszędzie- tak powiedzieli chłopaki. Nie wiecie nawet jacy zboczeni są chłopacy z mojej klasy. Kiedyś bawili się mlekiem i mówili, że to sperma. W końcu zadzwonił dzwonek na przerwę.
Język angielski: W sali śpiewaliśmy" happy brithnay" z naszą wychowawczynią czyli panią od języka angielskiego. Tańczyliśmy zumbę. Mieliśmy ten taniec pokazać na dzień rodziny. Uczyliśmy się ruchów, ponieważ na ostatniej lekcji z instruktorką nie było dużo osób, a w tym mnie. Chłopaki przyłączyli się do nas i poruszali ciągle kroczem. Mówię odrazu, że dobrze, że tego pani nie zauważyła. Nauczycielka zaczęła z nami tańczyć i tak minęła nam ra lekcja. Oczywiście nie mogło zabraknąć wypowiedzi pani o dziecinności chłopaków. Jak zwykle musieli się wygłupiać. Wzięli mikrofony i przybliżyli usta do nich tak, że dotykali nimi powierzchnię mikrofonu. Gadali coś w tym samym czasie, więc wychodziły dziwne dźwięki. Pani powiedziała tylko "no comment" i powiedziała po cichu do dziewczyn, że dzieci muszą się przecież pobawić, a my tylko przytaknęłyśmy i skupiłyśmy się na tańcu. Gdy zadzwonił dzwonek na przerwę dziewczyny przypomniały o jutrzejszej próbie tańca i wyszłyśmy na przerwę. Zapomniałam powiedzieć, że mój kolega Dawid, tak, ten Dawid z polskiego masturbował się na dwóch krzesłach. Nie powiem koleżance, że robił to na jej miejscu. Dobra, nie będę zła, zrobię to po lekcji.
Wf: Nie było pana od wf-u, ale i tak mieliśmy wf tylko, że z moją wychowawczynią z klas 1-3(.) Fajnie było, a zwłaszcza, że wróciła brakująca część klasy akurat w momencie rozpoczęcia gry. W co graliśmy? Otóż, była to piłka ręczna. Dla naszej drużyny oczywiście zwycięstwo 10:7 mimo, że w drugiej drużynie byli mocniejsi zawodnicy. Jedyne co mi się nie podobało to chaos. Nie mieliśmy już czasu wybierać od nowa drużyn , więc był mecz dziesięciu na jedenastu zawodników. Jak to powiedziała moja koleżanka? " Był totalny rozpierdziel". Pani też nie mogła się nadziwić jacy to my jesteśmy wysocy. My jesteśmy prawie równi z wszystkimi nauczycielami. Co my jemy, że tak rośniemy?
- Masło, psze pani, masło.
Po meczu pani wypuściła nas do szatni. Gdy się już przepraliśmy poszliśmy do domu. Kółko przyrodnicze zostało odwołane, więc skończyłam lekcje o 13:25(.)
------
I taki był mój dzień. Myślę, że post się spodobał i, że nie był za krótki. Rzeczywiście, mogłam się bardziej rozpisać, ale bałam się, że pomysły ulecą mi z głowy. Był to raczej normalny dzień. Co tydzień będę opisywała dni.
~ Marti

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz